• Z amazonem nie miałem do czynienia jako pracownik, ale jako klient i muszę przyznać, że jest to doskonale działająca maszynka, której niczego nie można zarzucić, o ile wszystko dookoła też będzie działać prawidłowo. Książki zamówione z USA miałem w Polsce po tygodniu, zwroty załatwiane od ręki, bez najmniejszych problemów... do czasu aż coś poszło nie tak: 

    Wybrałem się na trekkingowe wakacje do UK, a żeby zaoszczędzić na transporcie wysłałem sobie rower, plecak, namiot, śpiwór i większość potrzebnych rzeczy paczką. Po skończonym urlopie zapakowałem wszystko z zamiarem wysłania paczki z powrotem do polski. W tym samym czasie moja przyjaciółka, u której mieszkałem, chciała zwrócić do Amazonu buty. Ze zwrotu ostatecznie zrezygnowała i tym samym odwołała kuriera, który miał zabrać jej paczkę z butami. Ja z kolei zamówiłem z polski kuriera, który miał zabrać mój sprzęt. Dogadaliśmy się z jej współlokatorką, która miała czekać aż pojawi się mój kurier i zabierze paczkę. Mój kurier się nie pojawił, za to pojawił się odwołany kurier Amazonu, który zamiast butów zabrał 20 kilową pakę o wymiarach 100/50/50 cm. 

    Tak zaczęła się miesięczna walka o odzyskanie mojej własności, która trwa do teraz. Pamiętacie Państwo może słynną sprawę błękitnej linii TPSA sprzed 10 lat? Miałem wątpliwą przyjemność korzystać z tego 'wsparcia', ale w porównaniu z całkowitym brakiem kompetencji ekipy Amazonu muszę przeprosić wszystkich, na których narzekałem do tej pory - TP, Pocztę Polską, PKP i innych. 

     

    Natychmiast skontaktowaliśmy się ze wsparcie Amazonu z prośba zawrócenia kuriera. Uzyskaliśmy informację, że oczywiście, kurier zostanie zawrócony natychmiast i zwróci paczkę jeszcze dzisiaj, a najpóźniej jutro. Tego samego dnia oczywiście nic się nie wydarzyło, następnego również. Zadzwoniłem, aby zainterweniować w tej sprawie, osobie, z którą rozmawiałem trzykrotnie tłumaczyłem na czym polega problem, ale on wciąż pytał się mnie, czy mówię o butach, czy o podręczniku do rosyjskiego, czy o macie do jogi, czy innych rzeczach zamówionych przez moją przyjaciółkę z Amazon.co.uk. Pan rozłączył się na chwilę, po czym wrócił do mnie... i zapytał się o kolejną rzecz zamówioną przez amazon. Więc powtórzyłem mu po raz czwarty i piąty, aż wreszcie poprosiłem o kontakt z kimś bardziej inteligentnym. Ktoś taki miał oddzwonić do mnie, co się nie wydarzyło. 

    Zadzwoniłem więc jeszcze raz, tym razem trafiłem na bardziej rozgarniętą osobę, która udzieliła mi informacji, że ta paczka nie została jakimś cudem zawrócona do Londynu i wobec tego będzie dostarczona do nas jutro. Następnego dnia oczywiście nic się nie wydarzyło, oprócz tego, że moja przyjaciółka dostała zwrot pieniędzy za buty, których reklamację odwołała... 

    Zadzwoniłem zapytać się czy coś wiedzą o paczce, może chociaż gdzie jest, trafiłem na osobę, której w trzech podejściach udało się wyjaśnić o co chodzi i uzyskałem informację, że paczka nie została jeszcze zawrócona. Pan podał mi przynajmniej numer listu przewozowego i zapewnił że mogę przy jego pomocy sprawdzić co się dzieje z moim sprzętem. Nie mogłem, o czym natychmiast pana poinformowałem, on rozłączył się na chwilę i kiedy wrócił, powiedział, że faktycznie, ten numer pozwoli mi uzyskać informacje o paczce, ale telefonicznie, a nie online. Zapytał się, czy może mi jeszcze jakoś pomóc - powiedziałem, że tak, możecie zawrócić ta przesyłkę, ale nie do Londynu, tylko do mnie, do Polski. Na co usłyszałem pytanie, czy chcę żeby zostawić je na poczcie. WTF??? Nie, POLAND, taki kraj w środku Europy! Podąłem Panu adres i kazałem kilkukrotnie powtórzyć i potwierdzić, że zrozumiał, że chcę tą paczkę przekierować do innego kraju. 

    W tym samym czasie moja przyjaciółka zadzwoniła do DPD - firmy kurierskiej, która zabrała moją paczkę i dowiedziała się, że w tej chwili nie da się nic zrobić. DPD ma taką umowę z amazonem, że zbiera paczki ze zwrotami z całego okręgu, a potem, kiedy ma wypełnioną ciężarówkę, wysyła ją do depot w Swansea. Największego depot w Europie, do którego można by zapakować nasze polskie hale i jeszcze byłoby dużo luzu - 800 000 m^2. Można było zawrócić tą paczkę pierwszego dnia, ale teraz nie ma takiej możliwości. Transport do Swansea wyrusza następnego dnia. Pani z DPD podała jednak numer listu przewozowego, z pomocą którego, o dziwo, można było sprawdzić co się dzieje z moją przesyłką za pomocą wyszukiwarki na stronie DPD. Dowiedzieliśmy się więc, że przez trzy dni byliśmy okłamywani przez ekipę Amazonu, nikt nie ruszył palcem w tej sprawie, chociaż pierwszego dnia mogli to zrobić. Ale skończyło się na ściemnianiu i mydleniu oczu. W dodatku po każdej rozmowie byliśmy zapewniani, że ktoś oddzwoni do nas, co wydarzyło się tylko pierwszego dnia, potem już ani razu. 

    Czwartego dnia poinformowaliśmy Amazon o tym, czego dowiedzieliśmy się od DPD, daliśmy też im znać, że paczka dojechała do ich depot o godzinie 16:43. W odpowiedzi odpisali, że JEŚLI będą w stanie odnaleźć naszą przesyłkę, skontaktują się z nami w przeciągu... CZTERECH TYGODNI! Tyle, jeśli chodzi o opisywany w artykule super zaawansowany skomputeryzowany system rejestracji paczek. Na wszelkie późniejsze sugestie, że nie podzielamy ich poczucia humoru otrzymywaliśmy automatyczne odpowiedzi, zapewniające nas jak to amazon crew wnikliwie zajmuje się naszym zgłoszeniem. 

    Przez kolejny tydzień usiłowaliśmy dowiedzieć się czegokolwiek na temat przesyłki, otrzymując za każdym razem odpowiedź z tego samego szablonu. Żadnych konkretów, jeśli znajdziemy przesyłkę to odezwiemy się, a jeśli się nie odezwiemy, to wy odezwijcie się do nas. W pracy mam do czynienia z kilkoma firmami spedycyjnymi i nigdy przez myśl mi nie przeszło, że można tego typu odpowiedź otrzymać. Amazon nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności, a de facto kradzież mojej paczki. DPD ze swojej strony zaoferowało standardowe odszkodowanie za przesyłkę nieubezpieczoną, czyli 100 funtów. Jeszcze 9x tyle i miałbym zwrot równowartości paczki... 

    Przekopując się przez różne fora znaleźliśmy sugestię, aby spróbować kontaktować się bezpośrednio z Jeffem Bezosem, po napisaniu do niego maila wydawało się, że coś się ruszyło, przestały przychodzić bezosobowe schematyczne odpowiedzi, jedna osoba nawet podpisała się własnym nazwiskiem (do tej pory były to tylko imiona, bądź imię + inicjał w przypadku managerów). Co nie zmienia faktu, że większość odpowiedzi sprowadza się do tego: 'If this parcel has arrived unidentified to our fulfilment centre, we may not be able to locate this item due to the huge volumes of parcels being handled at our fulfilment centres'. Co to znaczy unidentified? Przecież kurier, który zabrał tą przesyłkę oznaczył ją, zeskanował zabierając oraz zostawiając ją w Swansea. Na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi od Amazon. Zamiast tego DPD udzieliło nam informacji, że wszystkie paczki ze zwrotami są rozpakowywane w depot i jeśli nie są zgodne z oczekiwaniem, są przekazywane do kolejnego magazynu, tym razem w Edynburgu... 

    Jak to jest możliwe, że przez miesiąc nie możemy niczego uzyskać od pracowników Amazon, ani konkretów, ani chociaż przyznania się do błędu, a zamiast tego do odpowiedzialności oraz pełnego informowania nas poczuwa się firma, która w całej sytuacji jest pośrednikiem.  Wicepremier Piechociński zapowiedział, że wkrótce należy spodziewać się rozwiązania Elewaru i wszystkie rodziny powiązane z PSL udają się na dobrze płatne posady pakowaczy w firmie Amazon pod Wrocławiem. Zazdroszczę im. 

    Pan Igor Ostachowicz, podjąwszy dziś decyzję o rezygnacji pracy w zarządzie spółki ORLEN, podjął pracę jako główny picer w magazynach firmy Amazon. ''Właściwy człowiek na właściwym miejscu'', jak mawiają amerykanie. Mało tego: całą przygodę pana Ostachowicza postanowił zrelacjonować na stronach tygodnika ''Polityka'' niezawodny red. Żakowski! Powodzenie, panie Igorze!! Trzymamy kciuki za Pana, my cały Naród!!  tanie chwilówki

    Zapowiedziano powstanie pierwszego Związku Zawodowego na terenach magazynowych, gdyż nie chcemy być gorsi od naszych zachodnioeuropejskich kolegów = przecież zawsze powinno równać się do tych najlepszych!

    Komedia trwa już piąty tydzień. Na początku doskonale mnie to bawiło, z takim absurdem do tej pory nie spotkałem się. Ale w pewnym momencie przestało to być śmieszne. 


    votre commentaire
  • Mimo to nadal sa jeszcze idioci wierzący , ze bogactwo państwa to biurowce mieszczące banki, biura eksperckie i doradcze, agencje PR, HR i HGW czego jeszcze galerie handlowe pełne importowanego towary a niedługo nie będzie komu pola zaorać, zboża zasiać, zebrać i na mąkę przerobić i chleb z tego upiec no bo każdy młody, wykształcony specjalista od marketingu i zarządzania, prawa, finansów, podatków, stosunków międzynarodowych, dziennikarstwa, florystyki, a inzynier elektronik - automatyk co w zyciu nawet matce nawet kabla od zelazka nie naprawił pierwsze o co pyta, to jaki pakiet socjalny mu sie oferuje. Dzisiaj w radiu słyszę lament, że na lata 2015 - 2020 są środki i szerokie plany modernizacji kolei tylko nie ma kim tego realizować bo brak fachowców posiadających niezbędną wiedzę, doświadczenie i uprawnienia w zakresie projektowania , budowy i eksploatacji sieci kolejowych  chwilówki na raty   i zapewne trzeba będzie się wspomóc inżynierami i technikami " z importu" np. niemieckimi. 

    A skąd by się mieli wziąć, skoro przez 25 lat mieliśmy do czynienia ze stagnacja a nawet regresem. Znacznie zmniejszył się zakres prac modernizacyjnych, zaniechano inwestycji. Przy braku pracy doświadczeni fachowcy znajdowali pracę gdzie indziej, starsi wegetując trwali " byle do emerytury" a młodzież nie garnęła się do zawodów technicznych wobec braku perspektyw pracy. Do tego durna polityka oświatowa ( a właściwie jej brak ) w zakresie szkół technicznych wspierana jeszcze głupsza propaganda, ze przyszłościowe zawody to marketing i zarządzanie, finanse, prawo , ubezpieczenia itp. podobne, pasożytnicze, bo nie tworzące żadnych realnych, służących zaspokajaniu potrzeb ludzkich dóbr. 

    Dokładnie taka sama jest sytuacja w HCP w zakresie produkcji silników okrętowych - techniczne możliwości są, lecz już nie ma KIM tego robić.


    votre commentaire
  • Od kilku lat spacerujac ulicami Brukseli zastanawiam sie jak to mozliwe ze to miasto nie ma za grosz uczucia “swiatowosci” jak to pieknie Pan napisal. Do kobiet panowie pochodzenia arabskiego zwracaja sie per “europejska k****” a homoseksualisci trzymajacy sie za rece regularnie dostaja “po twarzy” od lokalnych tu urodzonych nowych Belgow.

    Dwie najdrozsze dzielnice sa scisle biale a stać na nie tylko europolitykow i ambasadorow.

    Miejsca dla klasy sredniej jest coraz mniej a po zmroku strach wyjsc na ulice. Biali juz dawno wyjechali na wies i sluchajac rozmow Belgow brzmia tak samo jak te polskie tylko z obawy prze bycie nazwanym rasista lub ksenofobem rozmowy te zostaja zawsze w czterech scianach.

    Cala idea “zachodu” istenieje chyba tylko w wyobrazni Polakow mieszkajacych od zawsze w Polsce. Panu redaktorowi polecam cos wiecej niz tylko “city trip” do Paryza. Bo to prawda centrum miasta jest piekne tylko dlaczego w swieta narodowe metro jest zalane przez wojsko z karabinami maszynowymi. Czyzby sie czekos bali? Polecam także lekturę artykułów Putnama na temat efektów multikulturowości – o tym, jak w tego rodzaju społeczeństwach ludzie zaczynają się na siebie bardziej zamykać, izolują się od reszty, zamykają się gettach nawet nie etnicznych, a rodzinnych. Prawda, że wyniki nie potwierdzono dla Europy, ale głównie z uwagi na ewidentne błędy metodologiczne (porównując Szwecję z Polską, np. i wnioskując na tej podstawie, że Putnam nie miał racji, boć w Polsce mniej imigrantów).

    Nie wydaje mi się także, by masowa imigracja mogła nam pomóc. Po pierwsze, z integracją imigrantów kiepsko sobie radzą nasi sąsiedzi. Bezrobocie wśród Turków-wnuków imigrantów jest coś dwa, albo trzy razy większe niż wśród Niemców, są średnio gorzej wykształceni, średnio częściej korzystają z pomocy społecznej. To samo objawia się wszędzie tam, gdzie tylko pojawiają się odpowiednie dane (bo czasami do tych danych trudno dotrzeć).

    Wreszcie, uważam, że jako ateista akurat mam prawo do lękania się imigrantów muzułmańskich. Ateiści są mordowani głównie w krajach muzułmańskich i co roku czytamy przecież o ateistach zamordowanych w Pakistanie czy Bangladeszu. Moi kochani rodacy mogą się ze mnie naigrywać, prezentują ignorancję i często mnie obrażają, ale nikt na razie nie nawołuje do tego, by mnie zabić albo odebrać prawo do wyrażania swojego światopoglądu. I nieważne, że 99% imigrantów tak nie będxzie wystarczać – mi wystarczy ten 1%. Przecież ataki na synagogi też popiera ledwo parę procent muzułmańskich społeczności Szwecji, większość jest sprzeciw – ale wystarczyło tych parę procent, by liczba ataków na Żydów drastycznie wzrosła. Dosyć mam już polskich wariatów – nie chcę sprowadzać ich więcej (I wiem, że mimo kara więzienia, sporo ludzi na Bliskim Wschodzie deklaruje się jako ateiści – ich przyjazdowi akurat bym się nie sprzeciwiał, nawet sądzę, że powinniśmy im pomóc).

    Przeraża mnie poziom poparcia w krajach bliskiego Wschodu dla kary śmierci za apostazję, poziom sprzeciwu wobec praw kobiet, czy gejów; przeraża mnie myśl, że na każdych tysiąc imigrantów, co najmniej 20 wspierać będzie utworzenie państwa islamskiego, 200 będzie uważać, że kobiety nie mogą mieć takie same prawa jak mężczyźni, 600 będzie uważać, że kobiety nie mają prawa do inicjowania rozwodu (liczby z pamięci za PEW), olbrzymia ilość będzie uważać, że gwałt małżeński nie istnieje a mężczyzna ma prawo bić żonę. Jeżeli to będzie tylko te 2000, pal licho, zintegrują się, nei będą mieli wyjścia.

    Ale to nie będzie 2.000 – to będą liczby wielokrotnie wyższe. A wtedy powstaną getta, w których integracja żadna nie nastąpi, boć na zachodzie, w krajach, w których jest o wiele większe doświadczenie z imigrantami, integracja nie nastąpiła.

    A najbardziej mnie przeraża, że ludzie tacy jak Pan, wszystkie moje obawy czy zastrzeżenia komentuje: “wot, oto i dowód, że ten człowiek to rasista, ksenofob z duszą prowincjusza. Nie ma co go brać poważnie, nie ma co z nim dyskutować, trzeba po prostu go ucywilizować.”


    votre commentaire
  • no chyba ktoś tu skrzywia rzeczywistość - ja uważam że tak jak kiedyś za PRL polska fabrykami stała tak znowu stoi rolnikami-porządny szlachcic to teraz nowoczesny rolnik który na zagrodzie jest równy wojewodzie/! bo w śród rolników jest kultura pracy i nie są zdziczali jak biznesmeni z których prawie każdy dąży do ekspansji w kilku obszarach i w konsekwencji nie jest perspektywiczny Faktycznie jeśli chodzi o osadę zwierząt to za PRLu było 2krotnie a nawet 3 krotnie więcej krów i trzody chlewnej niż teraz. Jeśli o uprawie roślinnej mówimy to nie możemy porównywać się z Rosja USA, Kanada Chinami czy Indiami ze względu na powierzchnie Polski a tych krajów jestesmy potega nic nie robienia czyli czekania na 300euro za ha zab rok .Skosić koniczyne raz do roku i wziąść kase -mało to takich po wsiach? ma 20ha a stoi pod sklepem cały dzien bo 6tyś euro i tak wpadnie...albo robi na czarno w miescie, najchetniej chcieliby 100% doplat jak w UE a nie 25% wtedy mieli by 4razy więcej dlatego wies tak rosnie teraz , mieszczaństwo nie ma zadnych przywilejów: droga ziemia budowlana w miescie czynsz w bloku i ZUS a na wsi,dom na własnej działce bez czynszu groszowy KRUS i czekanie na dotacje raz na rok.... Ponieważ rolnictwa trochę się uczyłem to mogę zapewnić że nikt nie mówił o potędze polskiego rolnictwa. Raczej mówiło się o jego niedostatkach i niewykorzystanych możliwościach. Co do propagandy, to zgadzam się z wyżej zamieszczoną opinią.

    do tego Indie czy Chiny owoców np truskawek czy warzyw mogą zbierać 2-3 razy w roku. Z kukurydza to "padłam" z rozbawienia, Polska nigdy nie zajmowała czołowej produkcji w świecie tego zboża: Może jeszcze porówna produkcje kawy herbaty , bawełny i ryżu, gdzie zajmujemy ostatnie miejsce.

    a handel związany jest nie tylko z biznesem ale i polityką i z tą produkcją jest dobrze niech nikt nie porównuje goliat z dawidem


    votre commentaire
  • Mimo starań Ludowego Banku Chin nadal odmieniamy słowo "krach" przez wszelkie możliwe przypadki. Analitycy prześcigają się w porównaniach do kryzysów z 2008 r. czy nawet lat 20. ubiegłego wieku. KGHM liczy straty, a inne polskie firmy handlujące z Chinami uważnie słuchają doniesień z odległego kraju, gdzie sprzedają swoje produkty. Kto oprócz miedziowego giganta może jeszcze stracić? Chiny to największe w Azji miejsce zbytu dla polskich towarów. Widać też wyraźnie, że coraz odważniej próbujemy zaistnieć na tamtym rynku. W zeszłym roku, według danych GUS, eksport wzrósł o 5,6 proc. i wyniósł już 1,7 mld euro. Tyle, że w tym samym czasie o 19 proc. wzrósł import i wyniósł już 17,4 mld zł. Zatem dziesięciokrotnie więcej kupujemy od Chińczyków niż im sprzedajemy, a w ubiegłym roku bilans ten tylko się pogorszył. Zgodnie z zapowiedzią premiera Chin Li Keqianga, Ministerstwo Handlu prowadzi obecnie negocjacje 12 umów międzynarodowych w sprawie wolnego handlu - z Islandią, Szwajcarią, Radą Współpracy Zatoki Perskiej, Australią, Japonią, Koreą oraz z organizacją ASEAN i TPP (Trans-Pacific Partnership, łączącej interesy 11 krajów Azji i Ameryki pod przewodnictwem USA). darmowe chwilówki Zdaniem rzecznika chińskiego MSZ, Hong Lei, wobec nasilającej się polityki integracji rynków globalnych, Chiny, druga gospodarka świata, nie może pozostać w tyle za innymi potęgami światowymi i musi włączyć się w proces wprowadzania swobodnego handlu transgranicznego i uwolnienia przepływu kapitałów, zwłaszcza po włączeniu się Korei i Japonii w rozmowy o wolnym handlu w ramach TPP.


    votre commentaire



    Suivre le flux RSS des articles
    Suivre le flux RSS des commentaires